StarCraft Area Strona główna Pomoc Szukaj Zaloguj się Rejestracja
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.
Września 28, 2022, 11:37:16 pm

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
+  StarCraft Area Forum
|-+  Miejsce dla was
| |-+  Artykuły, opowiadania (Moderator: oOldXman)
| | |-+  Odyseja Ajimena
« poprzedni następny »
Ankieta
Pytanie: Jak oceniasz ten artykuł?
1 - 0 (0%)
2 - 0 (0%)
3 - 0 (0%)
4 - 0 (0%)
5 - 0 (0%)
6 - 0 (0%)
7 - 0 (0%)
8 - 0 (0%)
9 - 0 (0%)
10 - 0 (0%)
Głosów w sumie: 0

Strony: [1] Drukuj
Autor Wątek: Odyseja Ajimena  (Przeczytany 5610 razy)
Mardok
VIP
*
Wiadomości: 111



« dnia: Kwietnia 07, 2011, 03:30:03 pm »

Postanowiłem, że przydałoby się umieć pisać, więc pomyślałem o stworzeniu jakiegoś opowiadania. Długo myślałem nad tematem i doszedłem do wniosku, że najłatwiej będzie umieścić akcję w świecie Warcrafta, a głównego bohatera zrobić z mojej postaci, którą odgrywam już jakiś czas w WoWie. Dlatego nie spodziewajcie się w owym opowiadaniu napięcia, ambitnych motywów, czy realistycznej akcji. Główną postać podkoloryzowałem, akcję zrobiłem bohaterską i dziecinną trochę w całej swojej epickości, ale postawiłem na rozwijanie umiejętności pisarskich, więc szczególnie jestem nastawiony na waszą krytykę.
 Możecie znaleźć tam dość mocne wzorowanie się na "Świecie finansjery" i "Piekle pocztowym" T. Pratchetta, oraz drobny hołd A. Sapkowskiemu.

Z góry dziękuję za przeczytanie i krytykę.

1. Ucieczka

   Był piękny letni dzień. W Orgrimmar słońce świeciło wysoko na bezchmurnym niebie, a ptaki leniwie wiły się w gniazdach pod dachami. Jednym słowem - to nie był dobry dzień, żeby umrzeć.
Dwóch Orków wysłanych, żeby odpowiednio mu natłuc i przyprowadzić związanego w miejsce, do którego nikt nie chciałby przychodzić jako gość, Zapukało toporami do jego pracowni. Drzwi pod wpływem energicznego orkowego pukania wypadły z futryny i z hukiem uderzyły o kamienną posadzkę. Kurz poruszył się na porozrzucanych dookoła narzędziach, kółkach zębatych, śrubach, na wpół rozebranych maszynach, oraz licznie walających się kartkach i instrukcjach. Przy biurku po środku okrągłej izby siedział Troll zwrócony przodem do gości. Był wysoki, ale zgarbiony chyba jeszcze bardziej od innych pobratymców. Jego ciemnoniebieska sierść połyskiwała lekko w świetle słonecznym, które wdarło się do środka. Na oczach miał zielone gogle, a na twarzy żółte tatuaże. Z gęby wystawały mu kły małe jak na Trolla, szczególnie jego rozmiarów. Miał na sobie lekkie ubranie robocze. Nazywał się Ajimen. Nie był podobny do Trolla.- życiem, jakie prowadził przypominał raczej Goblina, a wychowywał się odcięty od trollowej tradycji, wśród żołnierzy Thraala z plemiona mrocznej włóczni.
 – Idziesz z nami. Mam nadzieję, że loch szefuńcia ci się spodoba - powiedział groźnie wyższy Ork.
Troll spokojnie odparł, badając ich wzrokiem:
 - Zapowiadał mi, że przyjdziecie. Mówił też o tej przesyłce, którą mam wam przekazać. Wiecie o czym mówię?
Orki spojrzały po sobie, wyraźnie próbując uruchomić procesy myślowe.
 - Wytłumaczysz mu to na miejscu - odparł po chwili niższy Ork.
Obaj pewnym krokiem ruszyli w jego kierunku, jednak Ajimenowi tyle czasu zwłoki wystarczyło, żeby pod biurkiem zapakować do sakiewek przy pasku najważniejsze rzeczy, które miał pod ręką, po czym, gdy byli już tuż przed nim, chwycił sporej wielkości pudło, nad którym akurat pracował i wycelował górą w stronę dwóch Orków.
 - Pozdrówcie ode mnie szefuńcia.
    Rozległ się huk i w ich stronę poleciały z wielką siłą zwały płótna powiązanego tu i ówdzie cienkimi sznurkami. Gdy pęd przewrócił na ziemię zaskoczonych Orków, Troll jak na sygnał do startu poderwał się przewracając na nich biurko, które skutecznie uniemożliwiło im wstanie. Zanim dwaj siepacze wygramolili się z oplątujących ich sznurków i materiału, Troll zdążył w kilku szybkich skokach dopaść drzwi – a przynajmniej tego, co kiedyś było drzwiami - zerwać płaszcz z wieszaka i wybiec na zatłoczony plac.
Może rzeczywiście ten spadochron nie potrzebuje tak mocnego ładunku wyrzucającego. Będę musiał o tym pamiętać, gdy znowu się za to zabiorę. Komuś jeszcze mogłaby się stać krzywda. W każdym razie, jest tylko jedna osoba, która może mi teraz wytłumaczyć, co się dzieje – pomyślał Ajimen, gdy wybiegał z pracowni.

    Ruszył biegiem w kierunku placu bankowego. Gdy był już u celu – dużej, posępnie wyglądającej siedziby gangu, nie zapukał do frontowych drzwi, tylko okrążył budynek dookoła i podszedł do małych drzwiczek wciśniętych pomiędzy starą szopę, a wygódkę i zaczął wytrychem otwierać zamek. Otwierał już go nie jeden raz, więc szybko poradził sobie z tanim zabezpieczeniem i wszedł do środka. Na jego szczęście w małym korytarzyku nikogo nie było, więc szybko zamknął za sobą drzwi i wyprostowawszy się nałożył kaptur na głowę, zdjął gogle z twarzy i zaczął nonszalancko iść przez korytarze. Po chwili dotarł do czegoś w rodzaju baru, gdzie przy ladzie siedziało i piło alkohol kilka parszywych gęb i mętów z okolicy. Nikt nie zwrócił na niego większej uwagi, więc podszedł do jednego Trolla z bujnymi czerwonymi dreadami, przytłumionym wzrokiem i podartej kamizelce, który właśnie palił skręta z jakimś paskudztwem. Ajimen Usiadł naprzeciwko niego, gestem dał znać, żeby poszedł z nim, po czym wyszedł na podwórze przez tylne drzwi. Już na zewnątrz, zwrócił się do niego:
 - Witaj, Rashak. Możesz mi powiedzieć, czemu o mało nie zostałem pojmany dzisiaj przez dwóch siepaczy z twojego gangu?
Drugi Troll, po chwili przerwy i powoli, jakby właśnie został wybudzony ze snu, odparł:
 - Stary, co ty tu jeszcze robisz? Po tym numerze z zamachem, jak Velar i reszta próbowali  sprzątnąć szefa za pomocą tej twojej maszyny, co na twoje nieszczęście nie wypaliło – tu zrobił przerwę i uśmiechnął się, jakby powiedział właśnie dobry kawał. – zwalili całą winę na ciebie, w nadziei, że stary to łyknie. On oczywiście inteligencją nie grzeszy, więc wysłał na ciebie nagonkę, żeby ci się odpłacić. Nie powinieneś się tu pojawiać. Wszyscy polują na twoją głowę. Ja bym na twoim miejscu wyniósł się gdzieś daleko i zaszył, póki ta sprawa nie ucichnie.
 - I co, mam pójść na spacerek i nie wrócić przez kilka lat? – odparł sarkastycznie Ajimen.
 - Szefuńcio stracił dwa palce i jest pewny, że ty za tym stoisz. – Rastan wskazał na Ajiego palcem i sugestywnie przejechał lewą ręką po gardle - Tutaj prędzej ktoś ci poderżnie gardło, niż uda ci się z nim dogadać.
 - Dwa palce? – Ajimen uniósł brwi - Musieli coś mocno spaprać, jeśli stracił tylko dwa palce.
 - Pojedź do gór kamiennego szponu medytować z Taurenami, albo coś w tym guście.
 Ajimen spojrzał wysoko w niebo, westchnął i po chwili przemyślenia odpowiedział:
 - Właściwie, to zawsze chciałem zobaczyć bujne dżungle Stranglethorn. Tam są nasze korzenie, wiesz, że nasi dziadkowie nie żyli tutaj? – parsknął sarkastycznie - Nigdy nie chciałeś zacząć żyć tak, jak nasi przodkowie? Robić to, co Troll powinien? Mam już dość siedzenia w tym zafajdanym mieście. Myślę, że Loa i duchy przodków właśnie tego ode mnie chcą. Żebym wrócił do domu.
 - Ja myślę, że mój dom jest tutaj. Tutaj mam przyjaciół, robotę. Ale jeśli ty słyszysz w swojej głowie jakieś głosy przodków, to idź. Teraz masz najlepszy moment.
 - Dobrze, że za tę maszynę zapłacili z góry dość sporą sumkę. – Ajimen potarł palcami w zadowoleniu z posiadanego majątku.
 - Jak jeszcze zobaczę cię żywego, to postawię ci piwo, draniu.
 - Bywaj zdrów. I nie mieszaj się w żadne zamachy, bo ciężko się z tego później wyplątać – odpowiedział Ajimen, skinął głową i udał że salutuje na pożegnanie, po czym ruszył w stronę banku.
Teraz tylko wystarczy wyciągnąć wszystkie pieniądze i złapać transport do Ratchet. - Ułożył sobie w głowie plan.
Nie przewidział tylko, że będzie miał jeszcze kłopoty z pościgiem. Zaczęli go gonić, jak tylko wyszedł z banku z ciężkim i dyndającym swobodnie przy pasku mieszkiem wypchanym złotem.
   Gdy tak przepychał się przez tłum, ze zmysłami napiętymi jak struny ze zdenerwowania, dwa razy chciał poderwać się do biegu, gdy ktoś się wykłócał przy straganie i gdy żebrak go zaczepił. Gdy przechodził przez bramę i wchodził do trochę podlejszej dzielnicy, kilka osób idących obok niego nagle rzuciło się nań, chwycili go i szarpiącego się zaczęli wyciągać w stronę bocznej pustej uliczki, żeby ogłuszyć go z dala od miejsc gdzie straż miała patrole. Ajimen szarpiąc się i skręcając jak wąż próbował dosięgnąć ręką do przygotowanego wcześniej granatu dymnego zaczepionego przy pasku. Nadepnął mocno na stopę Orkowi trzymającemu go za lewą rękę i wykorzystał chwilowe zwolnienie uścisku, aby chwycić i wyszarpnąć zawleczkę ze świecy dymnej. Rozległ się głośny, przeraźliwy syk i z granatu zaczęły wypływać z ogromną prędkością gryzące chmury białego dymu. Napastnicy w reakcji na dziwny dźwięk podskoczyli w panice i zaczęli rozglądać się energicznie, żeby znaleźć jego źródło. Ajimen wykorzystał to, aby wyślizgnąć się osiłkowi trzymającemu go za prawą rękę, zdzielić stojącego przed nim Trolla w podbródek od prawej strony i dać nura w kłębowisko nóg za nim. W kilka sekund później napastnicy zaczęli za nim gonić.

    Zostało mu do przebycia jeszcze kilka kilometrów przez mniej zaludnioną dzielnicę – przyspieszył, bo nie chciał zostać po raz drugi złapany. Biegł teraz w stronę wozowni – najłatwiej będzie się zabrać na jednym z wozów z towarami przeznaczonymi do załadowania na statki w Ratchet. Biegł teraz przez szerszą uliczkę, na której było kilku przechodniów, skręcił za róg, słysząc za sobą szybkie kroki i głośne oddechy pogoni. Nagle najszybszy z biegaczy dopadł i złapał Ajimena za ramię, jednak nie spodziewał się natychmiastowej reakcji w postaci kopniaka wymierzonego prosto w goleń. Napastnik rozluźnił uchwyt i osunął się na kolana, żeby natychmiast oberwać od góry miażdżącym uderzeniem pięścią w nos. Posoka rozlała się na bruk, a Ajimen już uciekał przed resztą pościgu, słysząc za sobą groźby i okrzyki. Gdy wybiegł za kolejny zakręt, gwałtownie doskoczył stojących w zaułku kubłów na śmieci i schował się za nimi w nadziei, że nie zostanie zauważony. Uspokajał oddech licząc, że nikt nie zauważył jego ukrycia i że nie zatrzymają się tutaj. Po chwili głośna banda przebiegła wzdłuż ulicy. Troll zdjął kamizelkę, chwycił łach, który leżał na śmietniku obok niego i zarzucił sobie na ramiona. Gdy wszyscy przebiegli, Ajimen wstał, otrzepał rękawy z brudu i wyszedł na ulicę widząc kątem oka zdezorientowanych siepaczy, którzy przekrzykiwali się nawzajem i rozglądali dookoła. Szybkim, acz spokojnym i zdecydowanym krokiem oddalił się do wozowni. Nie słyszał za sobą pościgu, ale miał się na baczności, gdyż oni też potrafili się kryć i robić zasadzki. Na jego szczęście zgubił trop i spokojnie doszedł do wielkiego ogrodzonego placu ze stajniami i wozami czekającymi na załadunek. Przekupił stróża drobną sumką, żeby ten powiedział mu, kto jedzie teraz do Ratchet. Po chwilce czekania zjawił się woźnica. Był to wysoki, masywnej budowy Ork. Na jego twarzy było widać oznaki starości - siwiejące włosy, zmarszczki pod oczami.
 - Witaj, nazywam się Ajimen. Czy mógłbyś za drobną opłatą – Tutaj potarł palcami w    dobrze znanym geście – wyświadczyć mi wielką przysługę i zabrać mnie ze sobą, najlepiej szybko?
 - Witaj, jestem Agrug. Jak wielka to będzie przysługa? – spytał z niekrytym rozbawieniem na widok spieszącego się do ucieczki Trolla.
 - Wielka.  – Ajimen oglądnął się nerwowo za siebie.
 - Jedna złota moneta i jedziemy.
 Pomimo bandyckiej ceny inżynier wręczył monetę Orkowi, który wyszczerzył zęby, podrzucił monetę, pocałował ją i schował do mieszka. Obaj załadowali się na wóz i zaczęli powoli jechać przez miasto. Ajimen próbował chować się za woźnicą, żeby nikt go nie zauważył. Dopiero, gdy wyjeżdżali z bram miasta mógł w końcu odetchnąć z ulgą. Rozluźnił napięte nerwy i uspokoił wyostrzone zmysły.
 
Rozpoczął właśnie swoją najważniejszą w życiu podróż. Pełen optymizmu po udanej ucieczce rozsiadł się, a woźnica – sędziwy i masywny Ork - nawiązał z nim rozmowę.
 - Będziemy trochę jechać, a skoro jest do kogo gębę otworzyć, to czemu nie umilimy sobie czasu rozmową? Jestem handlarzem z Orgrimmaru. Jadę do Ratchet, żeby wysłać towar do mojego współpracownika. On się zajmie wysłaniem go na tamten kontynent. A ciebie dokąd droga prowadzi, przyjacielu?
 - Jestem Ajimen. Wybieram się do Stranglethorn w poszukiwaniu domu. Przez pewien czas mieszkałem w stolicy, ale teraz nic mnie tam już nie trzyma.
 - Niespokojny duch, co? Znałem takiego jednego jak ty. Wyruszył w świat ze swojej małej wsi, żeby zdobyć szczęście. Po dwóch latach wrócił i osiadł na farmie swoich rodziców. Mówił, że nigdzie nie był szczęśliwszy, niż w domu.
 - Ja jadę właśnie do domu. Stranglethorn to ziemia moich przodków. Myślę, że tam jest moje przeznaczenie. Nie wśród Orków w orkowym mieście. Ciężko będzie zacząć wszystko od nowa, ale lepsze to, niż siedzieć zamkniętym w miejscu, do którego się nie pasuje.
 - Widziałem, jak ci się spieszyło, gdy wyjeżdżaliśmy z miasta. Czy ty przypadkiem nie uciekasz przed czymś? - Agrug spojrzał się na Ajimena takim wzrokiem, że nie było sensu próbować czegokolwiek ukrywać.
 - Wtedy uciekałem, to mogę przyznać. Teraz raczej mam uciekanie za sobą, teraz to ja poluję.
 - Mam nadzieję, że jesteś pewien, za czym gonisz. Niejeden został już zwiedziony złudnym szczęściem. A co, jak okaże się, że życie na ziemi przodków, to nie jest to, czego szukasz? - Agrug pochylił się i zniżonym tonem powiedział poufale, jakby straszył małe dziecko - Słyszałem, że tamtejsze Trolle dalej praktykują kanibalizm.
 - To w takim razie będę dalej szukał, albo polubię trollowe mięso - Ajimen wyszczerzył zęby. - W najgorszym wypadku wrócę z powrotem tutaj.
 - W najgorszym wypadku będziesz martwy. Nie wiesz, jakie niebezpieczeństwa wiążą się z taką podróżą?
 - W Orgrimmar nie byłbym bezpieczniejszy, uwierz mi. Zresztą są rzeczy, dla których warto zaryzykować. W końcu poczuję że żyję. Będę balansował na krawędzi śmierci odkrywając w sobie siłę, o którą wcześniej nawet bym się nie podejrzewał. Będę walczył. Brakowało mi walki. Nie jestem stworzony do spokojnego i nudnego życia.
 - Mów co chcesz, ale dla mnie nie ma niczego ważniejszego, niż rodzina i dobra praca. Głupcem bym był, gdybym miał zaryzykować stratę tego wszystkiego dla jakiejś wątpliwej przygody. Nie patrz tak na mnie, czuję się spełniony. Wychowuję dwóch synów i jestem z nich naprawdę dumny. Co mam sobie powiedzieć, jak będę umierał? „Właściwie, to nigdy nie zrobiłem niczego pożytecznego w życiu.”, albo „Szkoda, że nikt nie będzie o mnie pamiętał.”? - ironizował Agrug.
 - Ja nie mam rodziny, ani pracy. Właściwie, to nie wiem, co byłoby mnie w stanie zatrzymać w jednym miejscu. Chyba jestem na to jeszcze za młody. - Powiedział Ajimen i uśmiechnął się radośnie.
« Ostatnia zmiana: Września 27, 2011, 01:41:33 pm wysłana przez Mardok » Zapisane


"Jeżeli przeciwnik gra somewhat 3 Gate 1 base all-in, nie techuj na siłę."
Rafikozor
Mardok
VIP
*
Wiadomości: 111



« Odpowiedz #1 dnia: Kwietnia 07, 2011, 03:30:17 pm »

    Na rozmowach zeszła cała podróż do Ratchet, gdzie obaj pożegnali się, po czym Troll udał się w kierunku portu, żeby dowiedzieć się, jakim statkiem mógłby dopłynąć do zatoki łupów. Szybko udał się na keję portową, gdzie dowiedział się, że najbliższy statek pasażerski odpływa dopiero za tydzień.
 Tydzień to o wiele za dużo. W tym czasie zdąży mi się zwalić na głowę pół gangu, muszę coś wymyślić. - Pomyślał Ajimen.
 Poszedł do bosmanatu i – za skromną opłatą - poprosił Goblina siedzącego za małym biurkiem, żeby opisał statki, które właśnie stoją w porcie.
- Cumuje u nas aktualnie „Słony Halibut”- statek transportowy, ale ma złamany Kil, więc posiedzi tu jeszcze z dwa tygodnie. Dalej jest... – Goblin na chwilę zajrzał do księgi leżącej na jego biurku. - „Młot Orgrima” - okręt wojenny należący do Hordy. Jest „Złota lilia” - statek należący do kompanii Steamwheedle'ów, same gobliny na pokładzie. Jest „Łamacz skał” - ale nie radzę mieć z jego załogą żadnych kłopotów. Chodzą słuchy, że łupią statki należące nie tylko do przymierza, ale też goblińskie i innych neutralnych frakcji. Jedynym powodem, dla którego nikt nie zrobił z nimi jeszcze porządku, to fakt, że wszyscy się boją, a wojsko ma na razie ważniejsze sprawy na głowie. Niech tylko te szumowiny tkną jakiś statek należący do Hordy... Jest jeszcze „Złota perła”, ale to też podejrzane typy. I „Diament Azerothu”. Bardzo się nie lubią z tymi ze „Złotej Perły”. Podobno kapitanowie tych dwóch statków już od czasów młodości mieli ze sobą na pieńku. Obaj zajmują się transportem towarów, łupieniem statków przymierza i innymi podejrzanymi sprawami.
  Zdobywszy informacje, Ajimen udał się do pobliskiej Tawerny.
 Jeśli chcę kogoś spotkać, to spotkam go w tawernie. Poza tawerną nie ma tu nic do roboty - rozumował. Udał się w stronę największego budynku w mieścinie obmyślając w głowie sposoby na dostanie się na któryś ze statków.

    W Tawernie było ciemno i głośno, a w powietrzu unosił się słodkawy dym. Hałaśliwa muzyka atakowała uszy Ajimena ze wszystkich stron, gdy kilkanaście zachrypniętych gardeł śpiewało marynarskie pieśni. Po zadaniu kilku pytań tu i tam, Troll dotarł do właściwego człowieka. „Właściwym człowiekiem” był Ork z gęstą, siwą brodą i kilkoma bliznami na wykrzywionej i osmaganej wiatrami twarzy. Nosił na oku czarną przepaskę, na głowie miał brudną, szarą chustę i ubrany był w jakieś niedopasowane do siebie łachy.
 - Czołem, jestem Ajimen. Czy to ty nazywasz się Garuk? - rzekł przysiadając się do stolika. Ork leniwie sączył piwo z kufla, a teraz patrzał na niego podejrzliwie spode łba.
 - Tak, to ja. Czego chcesz?
 - Czy to ty jesteś Kucharzem okrętowym na „Złotej perle”?
 - Może tak, a czemu się pytasz? - Nieznajomy patrzył się na Ajimena podejrzliwie.
 - Słyszałem, że potrzebujecie nowego załoganta. U kogo muszę zgłosić zamustrowanie?
 - Nic nie słyszałem o potrzebnym nowym załogancie. Zresztą, tylko Kapitan Gahnarok   wybiera nowych żeglarzy, więc masz marne szanse, wymoczku. - parsknął kpiąco i pociągnął łyk piwa.
 - Gdzie znajdę Kapitana?
 - Jest teraz w mieście, załatwia towar do transportu, ale niedługo powinien tu przyjść. Łatwo go rozpoznasz. Po czerwonym kaftanie ze złotym haftem i szerokim czarnym kapeluszu.
 - Są tu jeszcze jacyś inni oficerowie z twojego statku?
 - Są. Pytaj o Verraka, to nasz pierwszy oficer. Bosmanem jest Kagul, oficerem nawigacyjnym został niedawno Skelf i oczywiście całkiem ważny jest u nas sternik – Kalim. - Wskazał ręką na grupkę umięśnionych żeglarzy nieopodal. - Pewnie chcesz się wkupić im wszystkim w łaski, co?
 - Na pewno sprzymierzeńcy mi nie zaszkodzą.
 - I tak decyzja należy tylko do kapitana. - Garuk dalej nie dawał wielu szans Ajimenowi.
 - Ja w takim razie na niego poczekam.
 - Żeby pływać na naszym statku trzeba być doświadczonym żeglarzem. Nie przyjmujemy byle ścierwa z lądu, bo potem koszty jedzenia się nam nie zwracają.
 - O to akurat się nie przejmuj.
 - Zobaczymy... Założyłbym się o dziesięć srebrnych monet, że kapitan cię nie weźmie. Gdzie twoja muskulatura? - Pokazał na jego ramiona - Nie widzę w twoich oczach twardej stali wykutej przez surowy ogień morza. Nie masz tych twardych rysów twarzy, jakie żłobią potężne wiatry przez lata na wachtach. Morze nie jest dla pierwszego lepszego. - Machnął ręką w jego stronę jakby go odganiał.
 - W takim razie szykuj dla mnie pieniądze, bo wejdę na wasz statek.
 - Takiś pewny siebie? Może stwarzasz pozory twardziela, ale wiem, że tak naprawdę jesteś tylko tchórzliwym szczurem lądowym. Nie miałbyś nawet odwagi podbić stawki do dwudziestu monet. - sprowokował go Garuk.
 - Mam odwagę podbić do trzydziestu. Wiesz, że ten świat należy do odważnych.
 - Odważnych, ale nie głupich. Ci, co nie panują nad odwagą, dawno leżą już na dnie morza. Poza tym sama wiara w siebie nie zapewni ci zwycięstwa. Ja też wierzę, że wygram ten zakład. Nie możemy go przecież wygrać obaj, no nie?
 - Widocznie ty za słabo w to wierzysz.
 To mówiąc, Ajimen wstał od stolika, uśmiechnął się , pstryknął palcami i zniknął w tłumie. Garuk powedział do siebie "A niech mnie! Co za dziwak! Albo ucieka od prawa, albo szalony jakiś... Albo jedno i drugie." - po czym zabrał się za dopijanie swojego trunku i wykrzykiwanie słów znanej piosenki żeglarskiej opiewającej słynne piwo z Blackrock.

   Ajimen wmieszał się w tłumek, znalazł miejsce, żeby lustrować bezpiecznie wejście do tawerny i czekał na kapitana intensywnie myśląc.
 Muszę wywrzeć na nim dobre wrażenie. Raczej nie wyjdzie mi zwykłe poproszenie o dołączenie się do załogi. Muszę jakoś dać mu się zauważyć... Mógłbym obić mordy kilku kolesiom z „Diamentu Azerothu”, ale to ma małe szanse powodzenia i jeszcze mniejsze na zauważenie. Gdybym uratował życie kapitanowi, na przykład w jakiejś bójce, to byłoby coś. Tylko nie mam czasu na przygotowywanie żadnych intryg, ani spisków. Ich statek może wypłynąć lada chwila, a ja zostanę tu z pogonią na karku.
 Gdy jego zmysły zaczęły się powoli rozmazywać od działania alkoholu, do tawerny wszedł kapitan. Od razu widać było, że to on jest kapitanem. Mówiło o tym szerokie rondo jego czarnego kapelusza, czerwony, piracki, ozdobny kaftan, nawet jego skórzany pas ze złotą klamrą. Ajimen już się podnosił, żeby do niego podejść, ale kątem oka dostrzegł jak do środka wchodzą jeszcze dwie zakapturzone postacie z dobrze znanymi mu parszywymi gębami. Pościg dotarł za nim aż tutaj. Płynnym ruchem usiadł, pochylił głowę nad kuflem, ściągnął gogle i nałożył kaptur, żeby go nie rozpoznano.
 I znowu to samo. Brak czasu na zastanawianie się. Teraz wszystko, albo nic. Muszę postawić całość na jedną kartę. To będzie najbardziej szalona ze wszystkich możliwości, ale przecież może się udać...
Ajimen Poobserwował jeszcze przez chwilkę kapitana, potem Orków, a następnie wyszedł z tawerny.
    Niedługo potem do dwóch parszywych Orków z Orgrimmaru, którzy zdenerwowani bezowocnym pościgiem siedzieli przy stoliku i próbowali się upić, podszedł młody goblin i ściskając mocno w ręku kilka monet powiedział:
 - Pan Ajimen kazał przekazać, że warunki jego kapitulacji uzgodni z wami jego łącznik. Jeśli mu zapłacicie, to powie wam, gdzie jest zbieg. Oto, jak go znajdziecie. Siedzi przy stoliku w lewym kącie naprzeciwko szynku, nazywa się Gahnarok, jest ubrany w czerwony kaftan i szeroki czarny kapelusz. - Ostatnie słowa goblin musiał już mówić cofając się, po czym skoczył szybko w tłum, zanim otumanieni orkowie go pochwycili. Obaj, po wymienieniu zdenerwowanych spojrzeń, bez słowa ruszyli w kierunku kapitana. Gdy do niego doszli, ten zdążył zauważyć że coś jest nie tak i poderwał się gwałtownie, ale jeden z Orków już trzymał go za kark w żelaznym uścisku.
- Gdzie jest to ścierwo?
- Gadaj, gdzie jest Ajimen, bo na miejscu poderżnę ci gardło! - parsknął ten drugi.
 Zanim Gahnarok zdążył cokolwiek powiedzieć, Troll – już od dawna gotowy – uderzył z całej siły wielkim kuflem w potylicę Orka trzymającego kapitana. Razem z trzaskiem tłuczonego szkła ciało osunęło się na ziemię. Ajimen od razu przywalił drugiemu orkowi sierpowym w twarz. Kapitan, wyciągający już szablę, uderzył go rękojeścią w brzuch, odpychając do tyłu. Stanął obok Trolla, który już sprężył się do skoku i skoczył na przeciwnika, aby z całym impetem powalić go na ziemię. Na ziemi rąbnął go jeszcze kilka razy, aby upewnić się, że ten stracił przytomność. Szybko wstał i jego oczom ukazała się scena, której w życiu się nie spodziewał. Załoga „Złotej perły” widząc, że ktoś bije ich kapitana, od razu zaszarżowała w tamtą stronę i uzbrojoną kupą wtoczyła się na pobojowisko z chęcią przywalenia komuś, co zrobiła też załoga „Diamentu Azerothu” i gdy dobiegli na miejsce, można było sądzić, że to oni są odpowiedzialni za tę burdę. Wystarczyło jedno nieporozumienie, jedno wyzwisko, aby w zalanych alkoholem mózgach wybuchła nienawiść i zawrzała wola walki. Jednym słowem, Ajimen znalazł się pośrodku wielkiej bitwy na pięści, kufle, nogi od krzeseł, krzesła, ławki, stoły i gobliny.

    Żaden szanujący się marynarz nie będzie używał ostrza do bójki w tawernie. Zbyt duże niebezpieczeństwo, że ktoś wbije ci je w brzuch. Ajimen uchylił się przed kuflem przelatującym mu tuż koło ucha, po czym wziął pierwszą lepszą rzecz pod ręką i uzbrojony w nogę od krzesła stanął obok kapitana. Wywijając drewnianym trzonkiem jak szablą w pojedynku z rosłym marynarzem z naprzeciwka, starał się przekrzyczeć zgiełk i krzyknąć do Gahnaroka:
- Pomyślałem, że może potrzebujesz dodatkowej pary rąk do załogi. Wiem, że to niezbyt odpowiedni moment, ale chcę się zamustrować. I przepraszam za tą rozróbę, nie chciałem tego rozpętać.
kapitan schylił się, aby uniknąć lecącej w jego stronę pałki i odpowiedział:
- Uznam to za dowód szczerej woli, oraz umiejętności. Jeśli wyjdziesz z tego żywy, to masz tę robotę.
- Tak jest, panie Kapitanie. - odpowiedział Ajimen, po czym skupił się na walce.
  Zasłonił się ręką, od której natychmiast odbiła się butelka po winie, po czym skoczył, żeby trzasnąć pięścią najbliższego przeciwnika. Zaskoczyła go prędkość oponenta – zanim zdążył uderzyć celu, ten przyrżnął mu trzymaną w dłoniach deską prosto w głowę. Troll poczuł silny, obezwładniający ból w łuku brwiowym, a impet uderzenia odrzucił go do tyłu. Na szczęście dla niego, atak był wykonany tylko ruchem przedramion - bez zamachu. Zdołał cudem odzyskać równowagę po kilku krokach do tyłu, wyprostował się i przypadł do masywnego orka po jego lewej. Garuk zauważył go szybciej.
- Świetnie zaplanowałeś tę akcję, spryciarzu. Skąd wiedziałeś, że kapitan tylko czeka na okazję, aby natłuc tym mętom z „Diamentu”? - Z rykiem śmiechu uderzył Trolla w bark. - Sam bym nie wpadł na to, żeby wywołać burdę w tawernie.
- Nie chciałbyś wiedzieć, o co tu naprawdę chodzi. Poza tym oberwałem. - Troll starł krew, która się sączyła z rozciętego łuku brwiowego. - kiedy to się skończy?
- Kiedy któraś ze stron opadnie z sił. Dawaj, nie chcemy przecież, żeby nam dziś dokopali.
  Po tych słowach Ork rzucił się w tłum z okrzykiem rozpychając stojących przed nim marynarzy. Ajimen ruszył za nim starając się ignorować ból w brwi, po czym też włączył się do walki.
   Zakaz używania ostrzy w bójce oczywiście nie dotyczył kapitanów. Ci, szybko odnalazłszy się w tłumie wyjęli szable i zaczęli walczyć wśród zgiełku i szczęku uderzanych o siebie kling. Wokół nich zrobiło się trochę miejsca, bo nikt nie chce oberwać szabelką. Gahnarok chwycił stojące obok krzesło i rzucił nim w przeciwnika. Ten tylko zrobił unik i ciął szabelką od góry po skosie. Gahnarok sparował i przeszedł w kontratak w bok przeciwnika. Cięli tak raz po razie przemieszczając się powoli po sali. W pewnym momencie Vestdenowi - bo tak miał na imię kapitan "Diamentu Azerothu" - zabrakło już miejsca za plecami, więc wskoczył na duży stół i cofał się do krawędzi parując ciosy Gahnaroka , który też jednym skokiem wszedł na stół i natychmiast kontynuował atak. stół zatrząsł się, ale wytrzymał. Kapitanowie w pojedynku zdążyli zamienić kilka słów:
 - Dawno się nie widzieliśmy, draniu. - rzekł Gahnarok - ciągle tak słabo walczysz?
 - Oszczędzaj oddech na błagania o litość, szczurze. - odpowiedział mu Vestden i pchnął z taką siła, że Gahnarok musiał zrobić unik w tył i przeskoczył na stół obok. Vestden też skoczył i dalej nacierał przyspieszając ataki.

   Podczas, gdy kapitanowie się pojedynkowali na stole, Ajimen skoczył w stronę gmatwaniny marynarzy, zobaczył, że Troll z czerwonymi włosami ułożonymi w irokez, haczykowatym nosem, czarnym skórzanym kaftanie i mięśniami na ramionach jak rosłe arbuzy, który wcześniej pomagał się bić Garukowi, upada przed rosłym Orkiem, który powalił go silnym kopniakiem w kolano i teraz zamachnął się niezgrabnie w tłumie chcąc go wykończyć. Ajimen odruchowo, wykorzystując swój pęd i niestabilną pozycję przeciwnika, kilkoma silnymi odbiciami od ziemi dobiegł, uderzył ramieniem Orka i z siłą kuli armatniej powalił go do tyłu i przewrócił na ziemię razem ze znajdującymi się za nim postaciami. Ajimen zatoczył się lekko ogłuszony od uderzenia, lecz po chwili podał rękę leżącemu pod nim rosłemu Trollowi. Ten szybko chwycił go i pociągnął w dół z taką siłą, że nie spodziewający się niczego Aji runął na ziemię. Ułamek sekundy później tuż nad głową przeleciał mu sporej wielkości stołek, po czym słychać było tylko głośny huk i ryk kolejnej osoby padającej bez przytomności na ziemię. Nieznajomy sprzymierzeniec poderwał biodra do góry, po czym jednym wypchnięciem silnych ramion skoczył przed siebie na nogi i od razu, bez zamachu, przywalił stojącemu przed nim marynarzowi pięścią w twarz. Stojący przed nim Troll w czerwonej chuście na głowie i ze złotym zębem zasłonił się, drugą ręką  jednocześnie wyprowadzając uderzenie z szerokim półkolistym zamachem. Jego oponent uniknął ciosu odskakując pół-saltem w tył, a nastepnie  rękoma wybił się jeszcze raz w powietrze, tym razem lądując już na nogach. Ajimen w tym czasie zdążył wstać, oprzytomnieć z podziwu w jaki wpadł na widok, wyglądającego jakby się świetnie bawił, Trolla. Ten tylko spojrzał na niego, krzyknął "Patrz, jak to się robi w Southshore!", skoczył w stronę zagrzanego do walki Trolla w czerwonej chuście. Metr przed nim mocniej zgiął w nogi, jakby chciał przykucnąć i poziomym skokiem na wysokości brzucha wpadł na niego barkiem, objął rękoma w locie, obalił do tyłu i wylądował na nim, przygniatając do ziemi. Kilkoma uderzeniami w głowę pozbawił go przytomności. Gdy któryś Ork próbował kopnąć leżącego na ziemi czerwonowłosego Trolla, Ajimen już tam stał i odwracał uwagę, przypuszczając walkę na pięści. Gdy nieznajomy sprzymierzeniec wstał, stanęli plecami do siebie i parowali ciosy otaczających ich marynarzy. Gdy zdali sobie sprawę, że oddalili się od grupy swoich, już nie było odwrotu. Dookoła byli wrogowie, którzy, ku ich szczęściu, w większości byli zbyt zajęci walką, żeby zwrócić na nich uwagę. Drogę powrotną zagrodził im masywny Ork i nie było sposobu, żeby go ominąć. Czerwonowłosy Troll spojrzał dookoła i z lekką paniką na twarzy dalej walczył z otaczającymi go przeciwnikami. Ajimen też skupił się na zachowaniu własnego życia i parował coraz liczniejsze ciosy nadchodzące ze wszystkich stron. Gdy po kilku chwilach szaleńczej walki odeszła z nich siła nawet na nadzieję, z tłumu wyłonił się z okrzykiem Troll i wskoczył na czerwonowłosego obalając go na ziemię i tłukąc pięściami. Ajimen kopnął niespodziewanego napastnika mocno w głowę, ale ten nie dał się zwlec z jego towarzysza. Gdy próbował kopnąć drugi raz, dostał od kogoś w bok głowy tak mocno, że zapiszczało mu w uszach, osunął się na ziemię, ale  przynajmniej zdołał zwlec napastnika z czerwonowłosego. Wtem masywny Ork stojący od strony, z której przyszli, jęknął, wywrócił oczami i osunął się z hukiem na ziemię. Za nim stał Garuk ze złamaną na pół nogą od stołu, który krzyknął:
 - Jak taki dureń stoi tyłem do mnie, to aż mnie cholera bierze! Dalej chłopcy, już zacząłem się martwić, że was dorwali.
 Gdy to mówił, kilku znajomych marynarzy wybiegło, aby wesprzeć Ajiego i nieznajomego mu Trolla. Gdy ci zajęli otaczających ich agresorów, poturbowane Trolle wywlekły się z tłumu. Opierając się o swoje ramiona dowlekli się do w miarę spokojnego miejsca i usiadłszy pod ścianą zaczęli obserwować walkę.

 - Jestem Ajimen, z tego, co wygląda, to jestem nowym marynarzem na waszym statku. - powiedział, po czym dodał: - Nieźle się bijesz.
 - Szkoła plemienia krwawego skalpu. - Czerwonowłosy wyszczerzył włosy zadowolony z siebie. - Jestem Kalim, jestem sternikiem na tym statku. Co cię tu przywiodło?
 - Postanowiłem zająć się żeglarstwem na poważnie, więc szukałem dobrego statku na który mógłbym się zamustrować. I chyba znalazłem.
Na pobojowisku zaczęło się robić coraz puściej, coraz więcej marynarzy leżało już na ziemi, a "Złota Perła" wyraźnie wygrywała. Gahnarok właśnie zapędził Vestdena do kąta, a ten ostatnimi siłami próbował się wymknąć z ciężkiej sytuacji. W momencie, gdy poczuł stal szabli na swoim gardle, poddał się i podniósł ręce do góry. Gahnarok zdarł  jego opaskę z oka i powiedział:
 - To wezmę sobie na pamiątkę, szczurzy synu. Nie zadzieraj ze mną więcej, bo nie oszczędzę ci życia!
  Odwrócił się i odchodząc od niego krzyknął "Niech cała sala zapamięta dzień, w którym Vestden i jego załoga dostają baty od kapitana Gahnaroka." Odpowiedziały mu pełne dumy i radości okrzyki jego ludzi.
 - Mówi to już trzeci raz - powiedział z uśmiechem Kalim. Podobno Vestden darował już mu życie cztery razy i teraz Gahnarok próbuje mu się odpłacić.
 Ostatni załogant „Diamentu Azerothu” padł na ziemię, a ci ze „Złotej perły” zdali sobie sprawę, że nie ma się już z kim bić, więc atmosfera nieco się uspokoiła. Zwycięzcy popodnosili rannych i nieprzytomnych, zamówili jeszcze jedno piwo, po czym z niewyraźnymi okrzykami wytoczyli się z tawerny. Wszyscy upojeni szczęściem marynarze pomimo nielicznych ran wykrzykiwali w ciemną noc okrzyki zwycięstwa, oraz próbowali zaintonować jakieś piosenki. Ajimen razem z grupą poczłapał na bark, po czym, już na pokładzie, odnalazł bosmana, żeby spytać się o swoją koję.
- Gdzie będę spał? - zwrócił się do niego.
- Będziesz spał w kubryku, na hamaku. Spytaj się, ktoś ci wskaże drogę, większość załogi tam właśnie śpi. - odpowiedział zmęczonym głosem Kagul. Ziewnął, po czym rozglądnął się i odszedł wolnym krokiem w stronę mostku.
 Ajimen udał się za którymś z marynarzy do kubryku, po czym ułożył się w wolnym hamaku i rozkoszował się tym, że nie musi się już ruszać z miejsca. Zmęczony po długiej walce, ucieczce i nerwach, z uciechą ułożył się w wygodnym legowisku i, zapominając nawet o bólu w rozciętej brwi, natychmiast zasnął.
« Ostatnia zmiana: Września 27, 2011, 01:36:41 pm wysłana przez Mardok » Zapisane


"Jeżeli przeciwnik gra somewhat 3 Gate 1 base all-in, nie techuj na siłę."
Rafikozor
Der_SpeeDer
Global Moderator
*****
Wiadomości: 343


Jaszczury GÓRĄ!


« Odpowiedz #2 dnia: Lipca 31, 2011, 11:42:58 pm »

Tak patrzę na ten temat i sam nie wiem - czy masz podobną niechęć do multi-postingu, czy zarzuciłeś pisanie.

Mógłbym ewentualnie coś skrobnąć, jeśli wyrazisz takie życzenie, ale uprzedzam - jako krytyk czyichś opowiadań jestem nie mniej (jeśli nie bardziej) ostry, niż jako krytyk kampanii. Więc nie wiem, czy się nie zrazisz.
Zapisane

"Mów mądrze do głupca, a nazwie cię idiotą"

Eurypides
Mardok
VIP
*
Wiadomości: 111



« Odpowiedz #3 dnia: Sierpnia 02, 2011, 10:50:31 am »

Bardzo chcę, żebyś to skomentował, na pewno się nie zrażę. A pisanie, z powodu braku czasu, zarzuciłem na rzecz czytania. Zacznę po wakacjach.
Zapisane


"Jeżeli przeciwnik gra somewhat 3 Gate 1 base all-in, nie techuj na siłę."
Rafikozor
Der_SpeeDer
Global Moderator
*****
Wiadomości: 343


Jaszczury GÓRĄ!


« Odpowiedz #4 dnia: Sierpnia 11, 2011, 01:25:14 am »

No, ale w moim temacie z moim opowiadankiem mógłbyś coś jednak wkleić. Już piąty post pod rząd tam dałem, i nadal brak jakichkolwiek komentarzy.

Primo - nie jestem znawcą, ani nawet amatorem stylu Pratchettowskiego (lub udającego takowy), więc wiele na ten temat ode mnie nie usłyszysz...
Secundo - może powinieneś zacząć od czegoś prostszego (o stylu właśnie mówię), jeśli dopiero zaczynasz pisać. A już na pewno myśl jak najwcześniej o tworzeniu swojego własnego stylu, a nie wzorowaniu się na cudzym. Z reguły, jeśli ktoś w swoim stylu pisze, to robi to najlepiej - z kolei próba naśladowania konwencji kogoś, kto jest do niej przyzwyczajony, ale naśladowca już nie, kończy się zazwyczaj marnie.
Tertio - naprawdę dużo tutaj, wziętych nie wiadomo skąd, dużych liter pośrodku zdań.

No, to teraz dłuuuga lista pomniejszych zastrzeżeń.

Cytuj
Był piękny letni dzień. W Orgrimmar słońce świeciło wysoko na bezchmurnym niebie, a ptaki leniwie wiły się w gniazdach pod dachami. Jednym słowem - to nie był dobry dzień, żeby umrzeć.

Do pierwszych zdań nie mam jakichś poważnych zastrzeżeń (wiedz, że całkiem sporo moli książkowych utrzymuje, że po pierwszym przeczytanym zdaniu jest w stanie ocenić całą książkę). Klasyczne toto (by nie rzec banalne - zdawkowe opisy przyrody, pokroju "pięknego letniego dnia", są troszkę wyświechtane), ale sympatyczne.

Cytuj
Na oczach miał zielone gogle, a na twarzy żółte tatuaże. Kły miał małe jak na Trolla, szczególnie jego rozmiarów. Miał na sobie lekkie ubranie robocze.

To chyba Smugg z CD-Actiona najlepiej skomentował (saga o "miał"!) - "Miał na imię Miau, i miał mieć miedź, ale miał tylko węglowy miał, i miał mieć miecz". Powtarzające się wyrazy to standardzik, ale ty mierzysz wyżej - fundujesz potrójną powtórkę.

Cytuj
Obaj pewnym krokiem ruszyli w jego kierunku, jednak Ajimenowi

Komu? Czy Ajimen ma na czole wytatuowane swoje imię, że czytelnicy je nagle poznali?

Cytuj
Ajimen zdążył w kilku szybkich skokach dopaść drzwi – a przynajmniej tego, co kiedyś było drzwiami, zerwać płaszcz z wieszaka

Po "drzwiami" powinien być myślnik, a nie przecinek.

Cytuj
podszedł do małych drzwiczek wciśniętych pomiędzy starą szopą, a wygódką

Tu ci się przypadki pokałapućkały.

Cytuj
Trolla z bujnymi czerwonymi dreadami, przytłumionym wzrokiem i podartej kamizelce

I znowu.
Swoją drogą, nie wiem, co autor ma na myśli, mówiąc o "przytłumionym wzroku". Że czarne okulary mu tłumią jasność widzenia? Czy po prostu oczka ma na wpół otwarte i rzęsy mu ten wzrok tłumią?

Cytuj
- I co, mam się tak z marszu wybrać na drugi koniec świata?
- Szefuńcio stracił dwa palce i jest pewny, że ty za tym stoisz. Tutaj prędzej ktoś ci poderżnie gardło, niż uda ci się z nim dogadać.
- Dwa palce? Musieli coś mocno spaprać, jeśli stracił tylko dwa palce.

Wiesz, dialogi naprawdę przydałoby się pisać z jakimiś, jak ja to mówię, "tekstami po myślnikach". Bez nich, dialog brzmi jakoś tak "sucho". Ot, na przykład "Dwa palce? - Ajimen uniósł brwi - Musieli coś mocno spaprać, jeśli stracił tylko dwa palce". Tak, żebyśmy nadal wiedzieli, że tkwimy w określonym świecie przedstawionym, a postacie przejawiają jakieś ludzkie (bonus za ironię, bo ludzi tu nie ma) zachowania i emocje. A nie sam podany na sucho tekst.

Cytuj
- Pojedź do Stonetalon Mountains

To w końcu po jakiemu piszesz to opowiadanie? Odkąd pojawił się Warcraft III, poszczególne nazwy mają swoje polskie odpowiedniki.

Cytuj
Ajimen spojrzał wysoko w niebo, gdzie tylko dwa kruki towarzyszyły słońcu w jego wędrówce po bezchmurnym niebie.

Melduję, że to zdanie wzięło się tutaj z nicości i w nicość zaraz powróciło. Nie wciskać na siłę takich, za przeproszeniem, bzdetów. Over.

Cytuj
Nagle najszybszy z biegaczy wyskoczył z tłumu i złapał Ajimena za ramię, jednak nie spodziewał się natychmiastowej reakcji w postaci kopniaka wymierzonego prosto w piszczel.

Osobiście wolę "goleń". Jakoś tak lepiej brzmi.

Cytuj
Napastnik rozluźnił uchwyt i osunął się na kolana, żeby natychmiast oberwać od góry miażdżącym uderzeniem pięścią w nos.

Wolnego, wolnego - Ajimen właśnie wieje, gdzie pieprz rośnie. Po co się zatrzymuje, żeby sprzedać napastnikowi sierpowego (co jest w tej sytuacji niełatwe, bo ręce ma zajęte ciężką sakwą)? Myślę, że pozostali w międzyczasie już by go dogonili.

Cytuj
Gdy wszyscy przebiegli, Ajimen wstał, otrzepał rękawy z brudu, po czym szybkim krokiem udał się do wozowni. Na miejscu przekupił stróża drobną sumką, żeby ten powiedział mu, które wozy jadą do Ratchet. Po chwilce czekania zjawił się woźnica, który też za okazaniem drobnej sumki dał się namówić na przewiezienie nieznajomego do miasteczka, które nie było w zasadzie daleko.

Po pierwsze, narrator nie zdrabnia - w ogóle nie posługuje się mową potoczną.
Po drugie, parę akapitów od czasu do czasu by się przydało, naprawdę. Każdy twój fragment opisowy to ściana tekstu.
Po trzecie, jak na razie to za bardzo operujesz ogólnikami. Sprowadzasz do nich właściwie wszystko. Czasami rozpisywanie się na temat jakichś rzeczy (wędrówka Ajimena od pracowni do baru) jest faktycznie niepotrzebne, gorzej że na opis szaleńczej ucieczki poświęciłeś też naprawdę mało miejsca. Jakoś tak ciężko sobie to wyobrazić, bo brak jakichkolwiek opisów otoczenia, a jakichś ekscesów pokroju tego kolesia łapiącego Ajimena powinno być więcej. Operowanie ogólnikami sprawia też, że zbyt gwałtownie (w obrębie jednego zdania!) przeskakujesz od takich scen akcji do takich nieco bardziej sielankowych (to nie jest dobre słowo, ale nazwijmy to tak). Rozbuduj jakoś to opowiadanie, naprawdę.

Cytuj
Ajimen próbował ścisnąć się w sobie

"Ścisnąć się w sobie" takiego wyrażenia to ja nie słyszałem. Nie można tak bardziej po normalnemu?

Cytuj
- Ja jadę właśnie do domu. Stranglethorn to ziemia moich przodków. Myślę, że tam jest moje przeznaczenie.

Ty to przeznaczenie to tak butem do gardła wpychasz - Ajimenowi się tak nagle na nie zbiera, chociaż nic nie wiadomo o jego skłonnościach, które by go do takich myśli popychały. Nawet jeśli chcesz jakoś parodiować pogoń za przeznaczeniem, to nie wrzucaj tego wątku tak znikąd praktycznie.
Tak na marginesie - wiem, że Ajimen nie miał zbytnio sposobności, aby spakować swój dobytek, ale samo taszczenie przy sobie ciężkiej sakwy złota w taką eskapadę nie jest dobrym pomysłem - zwłaszcza, że nie ma on tego tak naprawdę gdzie nosić.

Cytuj
I „Diament Azerothu”.

Bardzo adekwatna nazwa dla statku należącego do orków :/.
Aha - i nie uwierzę, choćby mnie końmi włóczyli, że w jednym porcie stanęłaby sobie łajba piratów i łajba wojenna, i ich załogi nic by z tym nie zrobiły. No, chyba że są to jacyś kaprowie, łupiący statki wrogiej korony (w prawdziwej historii sporo takich było, żeby tylko Henry'ego Morgana wymienić).

Cytuj
Troll dotarł do właściwego człowieka. „Właściwym człowiekiem” był Ork z gęstą, siwą brodą i kilkoma bliznami na wykrzywionej i osmaganej wiatrami twarzy. Nosił na oku czarną przepaskę, na głowie miał brudną chustę i ubrany był w jakieś niedopasowane do siebie łachy. Tak, inżynier od razu widział, że trafił do właściwej osoby.

Dla-cze-go?

Cytuj
- Czołem, jestem Ajimen. Czy to ty nazywasz się Garuk? - rzekł przysiadając się do stolika. Ork leniwie sączył piwo z kufla, a teraz patrzał na niego podejrzliwie spode łba.
- Tak, to ja. Czego chcesz?
- Czy to ty jesteś Kucharzem okrętowym na „Złotej perle”?

Primo - skąd Ajimen o tym wie, secundo - dlaczego tak prosto z mostu wali?

Cytuj
Garuk pomyślał - A niech mnie! Co za dziwak!

Jeśli prowadzisz akcję z czyjegoś punktu widzenia, to nie przeskakuj nagle do innej postaci i nie podawaj nagle ich przemyśleń.

Cytuj
Ajimen już się podnosił, żeby do niego podejść, ale kątem oka dostrzegł jak do środka wchodzą jeszcze dwie zakapturzone postacie z dobrze znanymi mu parszywymi gębami. Pościg dotarł za nim aż tutaj.

W jaki sposób, przepraszam? Musieliby doścignąć Ajimena na trakcie, a przecież się z nim w ogóle nie spotkali. Ajimen natomiast jest w Ratchet ledwie kilka minut, dziwne więc, że w międzyczasie pościg zdążył się już pojawić - i wleźć akurat tam, gdzie delikwent siedzi.
No, chyba że pojechali na wilkach... tak to już jest, jak mało autor opisów serwuje.

Cytuj
Niedługo potem do dwóch parszywych Orków z Orgrimmaru, którzy zdenerwowani bezowocnym pościgiem siedzieli przy stoliku i próbowali się upić

Jakoś tak... szybko zrezygnowali...

Cytuj
Ajimen od razu przywalił drugiemu orkowi „sierpem” w twarz.

"Sierpowym", na litość... nie udziwniaj.

Cytuj
Kapitan, wyciągający już szablę, uderzył go rękojeścią w brzuch, odpychając do tyłu. Stanął obok Trolla, który już sprężył się do skoku i skoczył na Orka, aby z całym impetem powalić go na ziemię.

Znaczy kto stanął obok trolla? Kapitan, czy ten ork? Kapitan przecież też ork, przez co można mieć wrażenie, że to właśnie na niego Ajimen się rzucił.
Notabene - uderzanie rękojeścią akurat w brzuch nie wygląda zbyt dobrze. W brzuch to lepiej przykopać, a rękojeścią walnąć w zęby, bez niepotrzebnego schylania się.

Cytuj
Wystarczył jeden rzucony kufel, jedno wyzwisko

To w końcu kufel ktoś rzucił, czy wyzwał?
BTW, fakt, że załodze konkurencyjnej łajby się zebrało na bitkę, dlatego bo dwóch zupełnie obcych kolesi zaatakowało Gahnaroka, jest trochę naciągany.

Cytuj
kapitan schylił się

Wielokrotnie wstawiasz wielkie litery niepotrzebnie w środek zdania, a teraz dla odmiany nie dałeś jej tam, gdzie jest potrzebna.

Cytuj
Garuk, który – jak to sam określał – pilnował lewej flanki

A skąd wiadomo, że Garuk tak to określał?

Cytuj
Ajimen ruszył za nim starając się ignorować ból w brwi, po czym też włączył się do walki. Uderzał, unikał, zamachiwał się, blokował, zbijał, zaczepiał, podcinał, szturchał, rzucał, wywracał i krzyczał aż do wyczerpania sił.

No, teraz to już przegiąłeś w tymi ogólnikami...

Cytuj
odnalazł kapitana, żeby spytać się o swoją koję.

Nie ma żadnego "się".
Jak tak dalej pójdzie, zaczniemy mówić "chodzić się do kina" i "czytać się książki".


Co mnie zatem w tym wszystkim najbardziej boli - po pierwsze, to ciągłe zbywanie wszystkiego ogólnikami. Akcja toczy się trochę za szybko, zbyt gwałtownie przechodzisz od sceny do sceny, a na domiar złego, te fragmenty opisowe są, jak już wspomniałem, ścianami tekstu. Nie używasz akapitów - co zresztą przy tej pędzącej nadmiernie akcji niespecjalnie mnie dziwi - nawet wtedy, gdy są wyraźnie potrzebne. Czasami też silisz się na jakieś udziwnienia (to, że wybuchła bójka, można było oznajmić czytelnikowi naprawdę inaczej, nie tym rozwlekłym, pseudopoetyckim zdaniem) - rozumiem, że to celowe, ale Pratchett i Sapkowski tak jednak nie piszą.
No i są jeszcze te zdecydowanie za "suche" dialogi. Na chwilę opowiadanie zmienia się w czat i przenosimy się w związku z tym w taki zaciszny wymiar, gdzie musimy się przejmować tylko wypowiadanym przez bohaterów tekstem, a nie tym, co się przy okazji dzieje (ze stricte emocjami i zachowaniem postaci włącznie).
W pierwszej kolejności radziłbym trochę bardziej rozszerzyć tę całą opowieść, i nie skakać do przodu po scenach na odczepnego.

Jeśli chodzi o styl sam w sobie, to czyta się na razie w miarę przyjemnie - na pewno nie jest to coś, co zniechęca już po kilku zdaniach.
« Ostatnia zmiana: Sierpnia 12, 2011, 11:52:58 pm wysłana przez Der_SpeeDer » Zapisane

"Mów mądrze do głupca, a nazwie cię idiotą"

Eurypides
oOldXman
Moderator
*****
Wiadomości: 211



« Odpowiedz #5 dnia: Sierpnia 15, 2011, 08:21:43 pm »

SpeeDer wygraleś... nikt nie pisze dłuższych postów od Ciebie. Jeśli ktoś uważa inaczej niech teraz to powie lub zamilknie na wieki! W nagrodę dostaniesz... nic, ale możesz być pewien, że Twoje słowa zmieniają życie! Każdy przeczytany post skraca moje o kilka miesięcy ^_^. Gratuluje inicjatywy i skrupulatności.

Mardok wybacz spam :).
Zapisane

Mardok
VIP
*
Wiadomości: 111



« Odpowiedz #6 dnia: Września 27, 2011, 01:38:48 pm »

[27.09.11] EDIT:
Poprawiłem tekst - Głównie rozwinięcie akcji, wywalenie ogólników i trochę podrasowałem dialogi, przez co opowiadanie wydłużyło się prawie o połowę. Zapraszam do czytania.


Postaram się przepisać ten kawałek zgodnie z twoimi zaleceniami - ale znając moją systematyczność, to trochę to potrwa. Ogólnie mówiąc mam problemy z pisaniem dialogów i opisów dłuższych akcji walki itp. Stąd pieprzenie o przeznaczeniu i skrócenie bójki w tawernie do jednego zdania.
 Raczej nie chodziło mi o to, że będę starał się kopiować styl Pratchetta, ale niektóre cechy jego pisania są dla mnie tak naturalne, że będę je umieszczał nawet nieświadomie. Stąd na przykład "ścisnąć się w sobie" - dla mnie oczywistym jest, że jak ktoś chce być mniej widoczny, to próbuje się zmniejszyć i się tak jakby wciska do środka siebie :P.

Komu? Czy Ajimen ma na czole wytatuowane swoje imię, że czytelnicy je nagle poznali?
Rzeczywiście, zapomniałem po prostu, że wcześniej nie przedstawiałem jeszcze bohatera :P


Cytuj
Trolla z bujnymi czerwonymi dreadami, przytłumionym wzrokiem i podartej kamizelce

I znowu.
Swoją drogą, nie wiem, co autor ma na myśli, mówiąc o "przytłumionym wzroku". Że czarne okulary mu tłumią jasność widzenia? Czy po prostu oczka ma na wpół otwarte i rzęsy mu ten wzrok tłumią?
Dla mnie "przytłumiony wzrok" oznacza ogólnie postawę człowieka tak wstawionego różnymi środkami, że wygląda jakby miał za chwilę zasnąć. Zamglone oczy, nie zogniskowany na niczym wzrok, dla mnie to nie jest nic niejasnego.


Wiesz, dialogi naprawdę przydałoby się pisać z jakimiś, jak ja to mówię, "tekstami po myślnikach". Bez nich, dialog brzmi jakoś tak "sucho". Ot, na przykład "Dwa palce? - Ajimen uniósł brwi - Musieli coś mocno spaprać, jeśli stracił tylko dwa palce". Tak, żebyśmy nadal wiedzieli, że tkwimy w określonym świecie przedstawionym, a postacie przejawiają jakieś ludzkie (bonus za ironię, bo ludzi tu nie ma) zachowania i emocje. A nie sam podany na sucho tekst.
Zawsze starałem się takie rzeczy dawać, ale jakoś tutaj zapomniałem. Zostałem nawet wyedukowany co do ciężkiej sztuki wielkich liter po myślnikach.


Cytuj
- Pojedź do Stonetalon Mountains

To w końcu po jakiemu piszesz to opowiadanie? Odkąd pojawił się Warcraft III, poszczególne nazwy mają swoje polskie odpowiedniki.
Nie zwróciłem na to uwagi, bo "na co dzień" operuję tymi nazwami w języku angielskim. Ale to rzeczywiście wygląda dziwnie.


Cytuj
Ajimen spojrzał wysoko w niebo, gdzie tylko dwa kruki towarzyszyły słońcu w jego wędrówce po bezchmurnym niebie.

Melduję, że to zdanie wzięło się tutaj z nicości i w nicość zaraz powróciło. Nie wciskać na siłę takich, za przeproszeniem, bzdetów. Over.
Chciałem jakoś zaznaczyć, że tam nastąpiła przerwa, a bohater chwilkę się namyślał.


Cytuj
Napastnik rozluźnił uchwyt i osunął się na kolana, żeby natychmiast oberwać od góry miażdżącym uderzeniem pięścią w nos.

Wolnego, wolnego - Ajimen właśnie wieje, gdzie pieprz rośnie. Po co się zatrzymuje, żeby sprzedać napastnikowi sierpowego (co jest w tej sytuacji niełatwe, bo ręce ma zajęte ciężką sakwą)? Myślę, że pozostali w międzyczasie już by go dogonili.
Sakwa w domyśle była sakiewką i to w dodatku przywiązaną u pasa. Ech, te moje ogólniki :P. I reszta pogoni miała być na tyle z tyłu, że nie dogoniliby go. Chociaż rzeczywiście brak tu trochę sensu.


Cytuj
- Ja jadę właśnie do domu. Stranglethorn to ziemia moich przodków. Myślę, że tam jest moje przeznaczenie.

Ty to przeznaczenie to tak butem do gardła wpychasz - Ajimenowi się tak nagle na nie zbiera, chociaż nic nie wiadomo o jego skłonnościach, które by go do takich myśli popychały. Nawet jeśli chcesz jakoś parodiować pogoń za przeznaczeniem, to nie wrzucaj tego wątku tak znikąd praktycznie.
Tak na marginesie - wiem, że Ajimen nie miał zbytnio sposobności, aby spakować swój dobytek, ale samo taszczenie przy sobie ciężkiej sakwy złota w taką eskapadę nie jest dobrym pomysłem - zwłaszcza, że nie ma on tego tak naprawdę gdzie nosić.
W moim świecie przeznaczenie jest zwykłą sprawą. Ot, gdy bohater coś robi, to dla tego, że takie jest jego przeznaczenie. Musiałem je wepchnąć "butem do gardła", żeby można było w ogóle zbudować o czymś dialogi, chociaż teraz widzę już kilka innych możliwości. Postaram się to ograniczyć.
 Co do dobytku - nie jest potrzebny. Bohater ma przy sobie jakiś scyzoryk, troszkę gadżetów i tyle. Sakiewka ze złotem, jak już mówiłem, jest mała na tyle, żeby mogła wisieć przy pasku, ale to nie zmienia faktu, że jest ciężka i przeszkadza w ucieczce.


Cytuj
I „Diament Azerothu”.

Bardzo adekwatna nazwa dla statku należącego do orków :/.
Aha - i nie uwierzę, choćby mnie końmi włóczyli, że w jednym porcie stanęłaby sobie łajba piratów i łajba wojenna, i ich załogi nic by z tym nie zrobiły. No, chyba że są to jacyś kaprowie, łupiący statki wrogiej korony (w prawdziwej historii sporo takich było, żeby tylko Henry'ego Morgana wymienić).
W World of Warcraft Orki są istotami na tyle cywilizowanymi, że i diamentem mogą swoją łajbę nazwać. Poza tym piraci działają na zasadzie kaperskiej, zdaje mi się, że troszkę o tym napisałem w tym dialogu.


Cytuj
Troll dotarł do właściwego człowieka. „Właściwym człowiekiem” był Ork z gęstą, siwą brodą i kilkoma bliznami na wykrzywionej i osmaganej wiatrami twarzy. Nosił na oku czarną przepaskę, na głowie miał brudną chustę i ubrany był w jakieś niedopasowane do siebie łachy. Tak, inżynier od razu widział, że trafił do właściwej osoby.

Dla-cze-go?
Po prostu podszedł do osoby która mu najbardziej wyglądała na wilka morskiego i miał farta :P. Ale rozumiem, że przydałoby się o tym napisać.


Cytuj
- Czołem, jestem Ajimen. Czy to ty nazywasz się Garuk? - rzekł przysiadając się do stolika. Ork leniwie sączył piwo z kufla, a teraz patrzał na niego podejrzliwie spode łba.
- Tak, to ja. Czego chcesz?
- Czy to ty jesteś Kucharzem okrętowym na „Złotej perle”?

Primo - skąd Ajimen o tym wie, secundo - dlaczego tak prosto z mostu wali?

 A stąd:
Cytuj
Po zadaniu kilku pytań tu i tam, Troll dotarł do właściwego człowieka.
Ogólniki :P. Nie uważałem za potrzebne napisanie dialogów o tym, jak to Ajimen pytał się "Gdzie znajdę Kogoś ze Złotej perły".


Cytuj
Ajimen już się podnosił, żeby do niego podejść, ale kątem oka dostrzegł jak do środka wchodzą jeszcze dwie zakapturzone postacie z dobrze znanymi mu parszywymi gębami. Pościg dotarł za nim aż tutaj.

W jaki sposób, przepraszam? Musieliby doścignąć Ajimena na trakcie, a przecież się z nim w ogóle nie spotkali. Ajimen natomiast jest w Ratchet ledwie kilka minut, dziwne więc, że w międzyczasie pościg zdążył się już pojawić - i wleźć akurat tam, gdzie delikwent siedzi.
No, chyba że pojechali na wilkach... tak to już jest, jak mało autor opisów serwuje.
On tam spędził dość dużo czasu, ale nie napisałem tego bezpośrednio. Myślałem, że to jest oczywiste, że szukanie bosmanatu, rozmowa, szukanie tawerny, szukanie Garuka, kolejna rozmowa i czekanie na kapitana muszą trwać dłużej niż "kilka minut". Dlatego nie uważam, że muszę tłumaczyć dlaczego pościg tam dotarł.


Cytuj
Niedługo potem do dwóch parszywych Orków z Orgrimmaru, którzy zdenerwowani bezowocnym pościgiem siedzieli przy stoliku i próbowali się upić

Jakoś tak... szybko zrezygnowali...
Nie szybko. Pościg trwał pół dnia, a to nie im zależało na dostaniu bohatera, tylko ich szefowi. A szefa tam nie było, więc można było się upić i powiedzieć że nic się nie znalazło. Nie widzisz sensu?


Cytuj
Wystarczył jeden rzucony kufel, jedno wyzwisko

To w końcu kufel ktoś rzucił, czy wyzwał?
BTW, fakt, że załodze konkurencyjnej łajby się zebrało na bitkę, dlatego bo dwóch zupełnie obcych kolesi zaatakowało Gahnaroka, jest trochę naciągany.
A na stadionach z jakich ważnych powodów się piorą? Gdy dwie grupy ludzi się nienawidzą i tylko szukają okazji do bitki, to nie trzeba poważnego powodu. Zaznaczyłem to w ten sposób, że nie opisałem dokładnie akcji, tego co się stało, bo to nie miało znaczenia - co za różnica, czy padło wyzwisko, czy poleciał kufel? Jedyne co się liczyło, to ich nienawiść i to, że chcieli sobie naklepać - to opisałem dokładnie.


Cytuj
Garuk, który – jak to sam określał – pilnował lewej flanki

A skąd wiadomo, że Garuk tak to określał?
A stąd, że wszechwiedzący narrator tak powiedział czytelnikowi. Chociaż lepiej by brzmiało: "jak to sam później określał"


Cytuj
Ajimen ruszył za nim starając się ignorować ból w brwi, po czym też włączył się do walki. Uderzał, unikał, zamachiwał się, blokował, zbijał, zaczepiał, podcinał, szturchał, rzucał, wywracał i krzyczał aż do wyczerpania sił.

No, teraz to już przegiąłeś w tymi ogólnikami...
Nie byłem w stanie tego opisać, żeby nie popaść w monotonię, a bójka musiała trwać długo. Postaram się to rozwinąć, ale to tak jakbym chciał opisać taniec dokładnie krok po kroku.

 Ogólnie ten mój świat jest taką nierealistyczną bajką w której bohater tak po prostu wie z kim zagadać i ma patetyczne myśli o przeznaczeniu, bo realizm to ciężka sprawa - zabiorę się za to kiedy indziej. Nie chodzi mi o to, że będę to olewał, ale ważniejsze jest dla mnie teraz co innego.
Zapisane


"Jeżeli przeciwnik gra somewhat 3 Gate 1 base all-in, nie techuj na siłę."
Rafikozor
Strony: [1] Drukuj 
« poprzedni następny »